wtorek, 2 listopada 2010

Pizza

Dawno nie robiłam pizzy, a pomidory w puszcze od dłuższego czasy leżą w szafce czekając, aż przyjdzie na nie pora. Drożdze suszone też miałam na stanie. Właściwie to większość składników była w domu, więc nic już nie stało na przeszkodzie, aby zrobić pizze.

Przepis wypróbowany wielokrotnie. Pochodzi z książki Ron'a Kalenuik'a "Po prostu pyszne". Książki ta od dawna była w naszym domu. Chyba kupiła ją kiedyś moja mama. Pamiętam, że gdy byłam mała uwielbiałam przeglądać zdjęcia potraw w tej książce. Zwłaszcza w rozdziałe "Kanapki". A zdjęcie, na które gapiłam się najczęściej wyglądało tak:

No, ale do rzeczy:


Składniki:
Sos:
3 łyżki oleju roślinnego
2 posiekane ząbki czosnku
1 mała cebula, drobno pokrojona
1/2 zielonej papryki, drobno posiekanej
pomidory w puszce w sosie własnym pokrojone w kostkę
oregano, tymianek, bazylia i pieprz do smaku
sos Worcester
1/2 łyżeczki soli
ciasto pizzowe, do którego potrzeba:
1 łyżeczka cukru
1 szklanka ciepłej przegotowanej wody
1 łyżka drożdży suszonych (instant)
2 łyżki masła, stopionego i ostudzonego
3 szklanki mąki
szczypta soli

Ciasto (4 pizze o średnicy 20 cm lub 2 pizze o średnicy 32 cm)
1. W dużej misce rozpuścić cukier w ciepłej wodzie.
2. Wsypać drożdże i odstawić na 10 minut.
3. Dodać masło, połowę ilości (1,5 szklanki) mąki i szczyptę soli. Mieszając, stopniowo wsypać tyle pozostałej mąki, żeby powstała kula z lekko lepkiego ciasta.
4. Zagniatać ciasto na posypanej mąką stolnicy przez 5 minut.
5. Włożyć do wysmarowanej tłuszczem miski, przykryć ściereczką i odstawić na 15 minut. Wyjąć ciasto i przeciąć na pół.
6. Rozwałkować każdą część na placek o średnicy 28 cm.
7. Włożyć do wysmarowanej tłuszczem 35−cm foremki na pizzę.
8. Końcami palców rozciągnąć ciasto od środka na zewnątrz tak, by przykryło całe dno foremki.
9. Ciasto jest gotowe. Przystępujemy do dalszej części.

Produkty o niskiej wilgotności: np. pepperoni, szynka, mięso kraba, cebula, mięso na hamburgery
Sery: np. tarta Mozzarella, Brick szwajcarski, Monterey Jack, Cheddar albo połączenie w obrębie wyżej wymienionych
Produkty o wysokiej wilgotności: np. pomidory, zielona papryka, pieczarki, ananas, krewetki
Sos: Warzywa podsmażyć na oleju do miękkości, na średnim ogniu. Dodać przyprawy i sos z pomidorów w puszcze. Gotować na małym ogniu przez 10 minut.
Sposób przyrządzenia:
1. Podgrzać piekarnik do 230*C.
2. Nałożyć równomiernie cienką warstwę sosu na rozwałkowane ciasto na pizzę.
3. Na warstewce sosu ułożyć produkty o niskiej wilgotności, dobrane wg uznania (ja użyłam wędliny i cebuli). Posypać tartym serem.
4. Na serze ułożyć produkty o wysokiej wilgotności, również dobrane wg własnego uznania (ja użyłam pomidorów, pieczarek, papryki).
5. Można posypać przyprawą do pizzy.
5. Piec w piekarniku przez 15 minut, aż ciasto będzie złotobrązowe, a ser zacznie tworzyć bąbelki.

Ta pizza zawsze mi wychodzi. Użycie drożdży suszonych jest wg mnie sporym ułatwieniem i nie wyobrażam sobie już używać innych.
Chciało by się rzec "Po prostu pyszne"! :)

Jeśli będziecie mieli ochotę na tą przekąskę, to zamiast dzwonić do najbliższej pizzerii, pokuście się o zrobienie własnej pizzy. Zaręczam, że wychodzi taniej, a smuje dużo lepiej :)

Smacznego!

sobota, 30 października 2010

Na maksa

Dzisiejszy dzień wykorzystany na maksa. Tak na 100%. Wczesna pobudka i kierunek: góry. Miały być Tatry i okolice Grzesia (Wołowiec lub Trzydniowiański Wierch), ale po drodze wpadła nam do głowy Babia Góra. Szybka decyzja i jedziemy na Zawoję.
Babia Góra zwana jest przez niektórych Królową Wiatru. Nigdy jeszcze na niej nie byłam. Nie dotarliśmy na sam szczyt - doszliśmy jedynie do Sokolicy gdzie wiatr już naprawdę dawał się we znaki. Ja z moją wątłą budową ciała byłam dla silnych jego porywów idealnym obiektem do zdmuchnięcia ze skalnego urwiska. Oj pofrunęłabym - prosto na Zawoję ;) Dobrze, że barierki były :)
Śnieg posypał, także mieliśmy przedsmak zimy. Z wyjścia na samą Babią Górę zrezygnowaliśmy, ale bez większego żalu. Jestem pewna, że wrócę tam jak tylko będzie ciepło. Może już na wiosnę.

Po powrocie do domu zaczęły się przygotowania do zbliżającego się weekendu. Jedziemy na wieś na wszystkich świętych, dlatego jak tradycja nakazuje trzeba spędzić w kuchni pół dnia i skończyć gotowanie po północy.
Upiekłam kruche maślane ciasteczka z przepisu Ani. Wyszły bardzo dobre, pysznie się je chrupie, popijając herbatką. Wykonanie banalnie proste, więc tym bardziej polecam.
I z tych proporcji jakie Ania podała w przepisie ciateczek wychodzi baaardzo dużo. Spokojnie będę więc mogła obdarowac nimi rodzinę i sama się nimi najeść :)


Ah te góry...Czy któraś z Was też jest w nich tak zakochana? :)

sobota, 16 października 2010

Szarlotka

Wczoraj do domu miał w końcu wrócić tata, więc postanowiłam upiec ciasto. Właściwie to nie tylko z tej okazji. Chciałam sama zrobić szarlotkę z przepisu, z którego zawsze korzysta moja mama. Wszystkie składniki pod ręką, więc zaczynamy :)

2 i pół szklanki mąki
niecała szklanka cukru
cukier waniliowy
2 łyżeczki proszku do pieczenia
margaryna
5 jajek
1 kg jabłek "szara reneta"
cukier do piany (pół szklanki) i do posypywania jabłek
cukier puder
cynamon
bułka tarta

Sypkie składniki wymieszać w misce. Dodać margarynę i żółtka (białka oddzielić na pianę). Zarobić szybko ciasto kruche. Jęśli będzie za mało mąki (ciasto zbyt tłuste) to stopniowo dosypywać mąki i wyrabiać. Włożyć do lodówki na 30 minut.

Jabłka obrać, pokroić w ćwiartki, a potem na plasterki. Ciasto podzielić na dwie części (mniej więcej w proporcjach 2/3 i 1/3). Większa część będzie na dno i boki blachy, mniejsza na paski do dekoracji wierzchu ciasta.

Wyłożyć blachę pergaminem. Rozwałkować wiekszą część ciasta i wyłożyć nim dno i boki blachy. Posypać bułką tartą. Wykładać jabłka i przesypywać warstwy cukrem i cynamonem.

Ubić pianę z cukrem (pół szklanki). Wylać na jabłka. Mniejszą część ciasta rozwałkować i pokroić na paski. Z pasków na pianie ułożyć kratkę.

Piec ok. 50 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 170 stopni (temperatura na siasto z owocami na kruchym spodzie).
Gdy wystygnie - posypać cukrem pudrem.

Nie ma to jak powitać w domu strudzonego podróżnika roznoszącym się zapachem świeżego ciasta :)
Pierwszy raz piekłam to ciasto i wyszło mi ponoć idealnie. Nigdzie się nie przypiekło, ani nic z tych rzeczy. Także próbujcie, może i wam przypadnie do gustu. Życzę smacznego!

Rok akademicki ruszył pełną parą co przejawia się u mnie permanentnym niewyspaniem, zmęczeniem i niedojadaniem. Brak czasu przejawia się również w mniejszej częstotliwośći pisania na blogu. To dopiero początek, więc czasu będzie pewnie coraz mniej...Ale wypełnią go ciekawe rzeczy mam nadzieję. Jedną z nich jest zaczynający się od przyszłego tygodnia kurs języka hiszpańskiego. Moja odwieczne małe marzenie :) W takim razie...
¡Hasta pronto!

niedziela, 3 października 2010

Małe zakupy i makijażowe rozterki

Ale ostatnio piękna pogoda! Wprawdzie chłodno, ale słońce świeci. Trzeba korzystać, bo z tego co słyszałam za 2 tygodnie mamy mieć zimę...
Już tak mam, że jak wyjdę z domu to prawie nigdy nie wracam z pustymi rękoma. Piątkowe zdobycze, przy okazji wizyty w OBI:

Piękna, szydełkowa poszewka na poduszkę. Wzdychałam do takiej odkąd zobaczyłam podobną u koleżanki. Ponoć zakupiła ją w Ikea, ale to było kiedyś i ja takich nie widziałam. Jaka była moja radość gdy natknęłam się na takie oto poszewki w OBI. Kilka wzorów i w dodatku w przystępnej cenie. Moim zdaniem jest więcej warta niż te 12zł :) Spodobała się nawet mojej mamie, która namawiała mnie, żebym wzięła więcej niż jedną sztukę. Ja natomiast plan mam inny. Chciałabym mieć na swojej wersalce kilka poduch w różnych rozmiarach; w różnych, ale pasujących do siebie kolorach, z różnych materiałów itd. Wiadomo o co chodzi :)

Kolejny wrzos do kolekcji. Jak je zobaczyłam, ułożone jeden obok drugiego na ogromnej palecie to zrobiły na mnie duże wrażenie. Jest naprawdę spory, ma piękny kolor i kwiatuszki jakich jeszcze nie widziałam Przypominają małe kuleczki. Na pierwszym planie obok dwóch pozostałych. W sumie miałabym już cztery, ale pierwszy usechł. Z pierwszym od lewej powoli dzieje się to samo. Zupełnie nie wiem dlaczego. Podlewam regularnie, nie za dużo, nie za mało. Jakieś sugestie co do pielęgnacji?
Ostatnie dni wolności spędzam leniwie. Herbatka, ciasteczka...Mimo, że nie przepadam za słodkim to te zajadam w kółko. Najlepsze babeczki...


Teraz prośba o radę...Kwestia makijażu. Z racji tego, że moja cera jest dość problematyczna (trądzikowa, niby tłusta, ale ze skłonnością do przesuszania się w okolicy brwi, skrzydełek nosa i policzków) nigdy dotąd się nie malowałam. Makijaż przykrywa niedoskonałości cery, ale przy mojej cerze raczej je podkreśla (przesuszone skórki itd.). Poza tym obawiałam się, że podkład czy puder będzie zatykał pory i stan cery pogorszy się. Ostatnio postanowiłam jednak spróbować. Kupiłam w Inglocie podkład i puder transparentny z serii Young Skin Make-up.

Zrobiłam pierwszą próbę i znów jestem zawiedziona. Kolor jest w miarę dobrze dobrany do koloru mojej skóry, natomiast nie ukrywa tego co bym chciała, a wręcz podkreśla...Powiedzcie mi ile podkładu należy nakładać, czego najlepiej używać do rozprowadzania (dłoni, pędzla, gąbeczki?), jak przygotowujecie swoją skórę zanim zrobicie makijaż za pomocą podkładu i pudru. Nie chciałabym rzucić w kąt tego co kupiłam, a w końcu przekonać się do makijażu. Podzielcie się doświadczeniem z żółtodziobem xD Help ;)

czwartek, 30 września 2010

Zabawa w malowanie

Są i pierwsze efekty mojej "przygody" z malowaniem na koszulkach. Zawsze mi się to podobało, ale z braku talentu do malowania jakoś nigdy nie próbowałam. No, kiedyś kupiłam dwie farbki, ale na tym się skończyło ;) Mam w swoim posiadaniu dwie ręcznie malowane koszulki, ale nie mojego autorstwa.
Pokazywałam niedawno moje nowe farby do tkanin oraz zestaw pędzli znalezionych w domu. Otóż kilka dni temu poszły w ruch i oto efekty...

Zaczęło się od jaskółek. Prosty motyw.

Ale, że koszulka stara to stwierdziłam, że można na niej potrenować. Zwłaszcza, że łyso wyglądała z samymi jaskółkami.
Pojawiła się panienka. Taka trochę pin-up girl :)

Jak widać nie trzeba mieć talentu, żeby sobie coś wykombinować. Nie jest to sztuka wysokich lotów i koszulka jest marna więc nie wygląda to super efektownie, ale jak na początek może być. Zakładałam, że będzie do spania, ale teraz to nie wiem. Co sądzicie?
CZY POWINNAM IŚĆ TĄ DROGĄ? XD

niedziela, 26 września 2010

Mikstura na gardło

Najgorzej mieć bolące gardło jak świeci słońce. Ale, że wirus rzuci się na mnie to było do przewidzenia...Brat w domu chory to i mnie dopadło. Na razie tylko swędzi mnie, skrobie i boli gardzioł i migdałki. Kupiłam tabletki, ale niewiele pomagają. Piję gorącą herbatę z sokiem malinowym. Ulga jest, ale też chwilowa.
Przyrządziłam więc sobie miksturę, którą zawsze podawali mi rodzice jak byłam mała i chorowałam.

Często dostawałam też syrop z cebuli, ale tym razem przyrządziłam sobie eliksir z mleka, czosnku i miodu. Daje kopa! xD
Mam nadzieję, że organizm jakoś się wybroni i nie polegnę na dobre. W końcu za tydzień powrót na studia...No ale nie poruszajmy tego przykrego tematu ^^,

Jak dziś zobaczyłam w czym mój tata trzyma śrubki to mnie zatkało. Taka ładna puszeczka! Toż to profanacja! Zabrałam, wyczyściłam i teraz służy mi jako pojemnik na koraliki :) Ciekawe skąd się u taty takie cacko wzięło? Śliczne :D


Pomimo, że nie najlepiej się dziś czuję, nie zamierzałam siedzieć w domu. Skorzystałam z okazji i pojechałam do Ikea. Wróciłam z piękną filiżanką. Już przy ostatniej wizycie wpadła mi w oko i postanowiłam sobie taką sprawić. Wg mnie jest idealna. Dużym plusem jest jej spory rozmiar. Fajnie jest pić herbatę z eleganckiej filiżanki, ale z reguły mało się w niej mieści. A tak być nie może :P

Kupiłam też drewniane żaluzje do okien - ciemnobrązowe, takie jak chciałam. Jak się okazało nie będą wyglądać do końca tak jak myślałam, ale coś się wykombinuje. Chwilowo jeszcze nie ma mi ich kto zamontować, więc o nich więcej kiedy indziej ;)

Ah to gardło.Chociaż...jakby trochę przestało :D To pewnie zasługa koktajlu mleczno-czosnkowo-miodowego :)

sobota, 25 września 2010

Zachwyt nad ludzką kreatywnością i talentem co poniektórych

I znów się będę chwalić :D Dziś dostałam spóźniony o jakieś 6 miesięcy prezent urodzinowy. No, ale co się odwlecze to nie uciecze jak się okazało.

Pewnie już mówiłam, że uwielbiam prezenty. Ale najlepsze są wg mnie takie, w których zrobienie ktoś włożył serce. Z tego względu najbardziej lubię prezenty od mojego frienda M. Ta to ma wyobraźnie :)
Wszystko łącznie z torebeczką zostało wykonane przez nią własnoręcznie!

Bransoletka - cudo. Kwiatki z delikatnego materiału i perełek w połączeniu z surowym sznurkiem...Wydawałoby się, że nie pasuje, ale jest wręcz odwrotnie. Ja jestem w niej zakochana :)

Kokardka...no zgadnijcie jaką funkcję ma pełnić? Myślę, że nie jest to zbyt trudna zagadka :D
No cieszę się niezmiernie, natomiast gdzieś tam zawsze pozostaje żal, że ja tak nie potrafię :P Odnosi się to głównie do umiejętności malowania. Skleić, pozszywać czy powycinać coś to i owszem - umiem. No ale co do rysunku...Szkoda, że się z takim darem nie urodziłam.
Zawsze jednak można żyć nadzieją, że coś tam się uda spłodzić :D Ja ostatnimi czasy szykuje się do malowania koszulek. Dziś, w sklepie dla plastyków, kupiłam parę kolorów farb do tkanin. W domu znalazłam też pędzle. Wiedziałam, że "jakieś tam" są. Ale nie sądziłam, że aż tyle.
No, to teraz, aż grzech ich nie wykorzystać.

Zobaczymy czy coś z tego wyjdzie. I czy tym razem mój zapał nie będzie zapałem słomianym...Trzymajcie kciuki :P